Podczas jednego z niezliczonych odcinków dziejącego się w mojej głowie serialu pt. "rozmyślania nad upływającym czasem" zauważyłem pewien wycinek mody, któremu w zasadzie nie poświęca się uwagi. Wraz ze zmieniającą się modą na konkretne buty, spodnie, czy kurtki, gdzieś w oddali towarzyszy im analogiczna zmiana w popularnych plecakach.
Prawie każdy millenials dobrze pamięta połowę 2010s, gdy wszyscy nosili buty New Balance (obowiązkowo z kostką na wierzchu) czy kurtki parki w zgniłozielonym kolorze i czarnymi pikowanymi wstawkami. Tymczasem gdzieś na drugim planie czaił się konkretny model trendującego wówczas plecaka. Pojawiał się na ulicach z dnia na dzień i szybko osiągał maksymalne nasycenie, stając się absolutnie wszechobecny. Jednak równie nagle znikał z ulic, zastąpiony przez kolejny modny item.
Oto przegląd plecaków bestsellerów z ostatnich 20 lat, które zdecydowanie zaliczają się do tego wzorca - jako że zapisały się w mojej pamięci. Podany w nawiasie rok to uznaniowy peak popularności danego modelu.
Jansport Trinity III (2006)
Choć nazwa może sugerować polskiego producenta, w rzeczywistości jest to plecak amerykański, znany z ogromnej trwałości, 30-letniej gwarancji, a także wysokiej ceny. Jeśli z takim plecakiem chodził do szkoły jakiś twój kolega z klasy, możesz mieć pewność że firma jego rodziców prosperowała wówczas bardzo dobrze. Opinie sprzed kilkunastu lat potwierdzają wytrzymałość użytego materiału i zamków - to istny Mercedes W124 wśród plecaków. Ten konkretny model Jansport zdołał utrzymać swoją popularność na ulicach przez wiele lat - pomogła mu w tym wspomniana już znakomita trwałość, ale także wyjątkowo uniwersalny design; dobrze wyglądał z nim zarówno 12-latek jak i 18-latek.
Pure /Jatomi (2012)
Ach początek 2010s. Ten okres kojarzy mi się z erą "prestiżu za cyrograf". Moment gdy w dużych polskich miastach jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać sieciówkowe siłownie, oferujące nowoczesny sprzęt i topowe lokalizacje w galeriach handlowych czy biurowcach. Haczykiem były długoterminowe umowy, z których rezygnacja wiązała się z wysokimi kosztami. Jako zachętę i element marketingowy jednocześnie, do karnetu dodawano plecaki, z którymi po centrach miast wojewódzkich dumnie maszerowali ci których było stać na nieszczególnie tani karnet.
Sieć Pure Jatomi nagle zakończyła działalność na początku 2018 roku w kwaśnej atmosferze. Powodem była zbyt duża konkurencja, która oferowała wyraźnie lepsze ceny, bez mydlenia oczu rzekomą elitarnością. 8 lat później po sieci Pure Jatomi ani jej plecakach nie ma już śladu. Trudno dziś nawet znaleźć zdjęcie takowego - Google grafika, Allegro czy OLX nie zwracały absolutnie żadnych wyników. Nie spodziewałem się, że gadżet promocyjny sprzed 10-15 lat znalazł się w przedsionku kategorii lost media. Z pomocą początkowo przyszedł randomowy filmik na YT z 2013 roku, gdzie rozdawano magazyn lajfstajlowy w szczecińskiej siłowni tej sieci.
Dopiero chwilę później przypomniałem sobie o portalu Vinted, gdzie o dziwo wciąż kiszą się pojedyncze używane egzemplarze, zwykle w mało atrakcyjnym stanie. Po latach kłują w oczy tanie zamki i ogólnie dość badziewny design, który słabo zniósł próbę czasu.
Herschel Survey (2014)
Rok 2014 to absolutny peak tzw. hipsteriady - szału na punkcie piw kraftowych, czerwonych koszul w czarną kratę, muzyki typu "stomp clap hey" i rynkowego ssania na vintage akcesoria. Mało co krzyczało wówczas tak wyraźnie "Uniwersytet Ekonomiczny" albo "Wydział Filologiczny" jak widok studenta z brodą, zaczeską i czarnym plecakiem Herschel Survey. Mocno kwadratowy kształt, obowiązkowe wtedy brązowe paski i biała wszywka z dość nieczytelną nazwą marki - Survey to produkt swoich czasów jak mało co. Kanadyjska marka istniała wówczas od zaledwie 5 lat i mimo wysokich cen udało jej się zaistnieć nawet w kraju nad Wisłą - zapewne dzięki znakomitemu wstrzeleniu się w globalne vintage trendy.
Światowe Dni Młodzieży (2016)
Od nowego roku cały Internet z jakiegoś powodu wspomina rok 2016, wspomnę więc i ja. Chrześcijański mundial odbył się w Polsce już prawie 10 lat temu. Z jego okazji organizatorzy wypuścili dedykowany plecak, który otrzymał każdy z zarejestrowanych uczestników. Wewnątrz znalazła się kurtka przeciwdeszczowa, wielofunkcyjna chusta, ręcznik, bransoletka, przewodnik pielgrzyma i modlitewnik. Na potrzeby wydarzenia wyprodukowano 625 tys. sztuk w 3 kolorach, z czego ponad 20 tys. trafiło do wolontariuszy ŚDM.
Te imponujące liczby sprawiły, że dedykowany wydarzeniu plecak był widoczny na ulicach Krakowa jeszcze przynajmniej 2 lata po ŚDM. Największą popularnością i żywotnością wydawała się cieszyć wersja niebieska (były też czerwone i żółte). Do dziś można bez problemu je kupić w groszowych cenach na OLX, natomiast najczęściej idzie je wypatrzeć wśród ekwipunku... bezdomnych.
Fjallraven Kanken (2018)
Kolejny drogi (350-400 zł dwie inflacje temu) plecak w dzisiejszym zestawieniu. Fjallraven Kanken to jeden z bardziej popularnych artefaktów drugiej połowy 2010s, kulturowo zawieszonych gdzieś pomiędzy post-hipsteryzmem, a powoli nadchodzącymi alternatywkami. Szczególnie upodobały go sobie wielkomiejskie wintydżiary z zamiłowaniem do podróżowania, jako że świetnie prezentował się na zdjęciach z Islandii czy Barcelony. To były już czasy napuchniętych social mediów i masowego kopiowania trendów z Instagrama, a Kanken w pastelowym kolorze na kilka lat stał się obowiązkowym elementem damskiego streetwearu.
Mógłbym długo pisać o kulisach powstania plecaka, jego wodoodporności etc, ale wątpię że cokolwiek obchodziło to jego nabywców w trakcie szczytu popularności modelu. Liczyło się poczucie przynależności do pewnego lifestyle'u i pokazanie, że kogoś stać położyć prawie 4 stówy za plecak. To zresztą jedyny model z dzisiejszego wpisu, który z racji ceny i popytu często podrabiano. Dziś lwia część Kankenów wyparowała z ulic miast wojewódzkich, co tylko utwierdza mnie w podejrzeniach, że peany na jego cześć były mocno przesadzone.
SwissGear 3595 (2019)
Ten dość formalny plecak jest dla mnie symbolem korporacyjnej prosperity w Krakowie. Lata tuż-przed-covidowe to najlepszy okres gospodarczy jaki widziało miasto maczet i outsourcingu procesów biznesowych. Istniejące korporacje zatrudniały na potęgę i wciąż otwierały się nowe. Tej erze towarzyszył powszechny widok laptopowych SwissGear w komunikacji miejskiej - szczególnie ten jeden model o dość tornistrowym kształcie, chromowanych suwakach i solidnym uchwycie.
Nigdy nie drążyłem czy firmy korporacje rozdawały je pracownikom same z siebie w ramach pakietu powitalnego, czy ludzie kupowali je z własnej woli - choć podejrzewam to pierwsze. Czarny biznesowy kolor, powściągliwy design i szwajcarski krzyż kojarzący się z jakością - idealny gadżet do miasta biurowców szklanych drzwi.
Quechua Arpenaz NH100 (2022)
Sukces i niebywała popularność tego modelu wśród turystów w całej Europie nie dziwi mnie ani trochę. Jako właściciel identycznego egzemplarza jak na zdjęciu, od 2021 roku miałem okazję przetestować go w przeróżnych warunkach. Pierwotnie zakupiony jako plecak na górskie jednodniówki za przedinflacyjną kwotę 40 zł, okazał się niebywale wszechstronny.
Główna komora nie konkuruje o miejsce z pozostałymi, a głęboka przegroda zabezpiecza cenne przedmioty jak portfel. Wisząca wewnątrz głównej komory saszetka pozwala trzymać pod ręką drobiazgi typu krem z filtrem czy gumy do żucia. Konstrukcja plecaka jest oparta na długich i sztywnych acz sprężystych plecach, wspomaganych paskiem zapinanym na piersiach.
Efekt jest spektakularny - plecak wydaje się oszukiwać grawitację i nawet przy ciężkim ładunku nie czuć po ramionach, że niesiemy aż tyle. Całodzienne zwiedzanie z dużymi ilościami płynów, upchanie gratów po sufit do samolotu, czy przyniesienie ciężkich zakupów nie robi na nim ani moich plecach większego wrażenia.
Ten argument spowodował, że po 1,5 roku od zakupu tego zmyślnego plecaka, zdecydowałem pozbyć się zestawu sakw rowerowych 2x20l. Zastąpiła je torba na kierownicę 7l i ten właśnie plecak. Taki zestaw pozwala wybrać się na weekendowy wypad rowerem z jednym noclegiem, co wcześniej przy udziale zwykłego plecaka zakrawało na zbrodnię przeciwko własnemu komfortowi.
Vans Old Skool Drop V (2024)
Tak wygląda każdy nastolatek w Polsce - grzmi znana rolka autorstwa niejakiego Lesława Dzika. Ciężko się z tym nie zgodzić, przynajmniej biorąc po lupę stan na rok 2024. Perfekcyjnie zrespiony NPC tej powoli dogasającej estetyki składa się z czarnej kurtki North Face, szerokich jeansów, białych butów Nike i właśnie plecaka Vans. Sam model nie wydaje się szczególnie interesujący, ot duży czarny plecak z wielkim logo.
Chciałbym dodać tu jakiś poszerzony komentarz, tj. dlaczego właśnie on stał się modny ale to jeden z momentów gdy przypominam sobie, że nie jestem już młodzieżą i właściwie to nie mam pojęcia. Marka Vans od dłuższego czasu cyrkuluje w miejskiej modzie, mając swoje bardziej i mniej intensywne momenty. To prawdopodobnie dobry wybór do szkoły średniej, gdzie trzeba dziś odpowiednio wyglądać, a sama marka nie budzi negatywnych emocji wśród płacących za jej produkty rodziców.
A wy, pamiętacie jeszcze jakieś plecaki, które miały swoje 5 minut na polskich ulicach?